Po co jest piękno?

O roli cierpliwości, pięknie sztuki i sensie legend rozmawiamy z Pauliną Dąbroską Dorożyńską

Pani prace, zarówno te wykonane na płótnie jak i na desce są niezwykle precyzyjne. W wielu z nich to właśnie idealny rytm form buduje nastrój kompozycji. Czym w Pani pracy twórczej jest cierpliwość? Czy cierpliwości i precyzji można się nauczyć? 

Paulina Dąbrowska Dorożyńska: Tak naprawdę to wcale nie jestem cierpliwa a wręcz przeciwnie. Sama nie wiem jak to możliwe, że właśnie tak maluję. Uważam natomiast, że wszystkiego można się nauczyć – jeżeli jest się upartym.

Jaką rolę powinno Pani zdaniem spełniać malarstwo we współczesnym świecie?

Paulina Dąbrowska Dorożyńska: W tej kwestii moje poglądy są bardzo nienowoczesne, wręcz staroświeckie: sztuka nierozerwalnie wiąże się z pięknem, a „piękno na to jest by zachwycało”.  Oczywiście nie odbieram artystom prawa do manifestowania swoich poglądów, do niesienia jakiegoś ważnego w danym momencie historii przesłania – ale, jeżeli ideologia lub moda zajmuje miejsce warsztatu, a przekaz obrazu jest zrozumiały jedynie dla współczesnych malarzowi krytyków, to chyba coś jest nie tak. Na świecie jest wystarczająco dużo rzeczy brzydkich, byśmy mieli produkować następne – jak powiedział Renoir. Ja skończyłam Wydział Form Przemysłowych na ASP i w związku z tym mam zakodowane, że wszystko, co się tworzy powinno mieć sens i zaspokajać jakąś potrzebę. A człowiek od zarania dziejów ma potrzebę otaczania się rzeczami ładnymi – o czym świadczą najstarsze ślady wzorków na naczyniach. Dlatego malarstwo powinno w dużej mierze zaspokajać tę potrzebę piękna.

Oglądając Pani prace, można dostrzec szczególny sentyment, którym darzy Pani Kraków. Z czego się wzięło upodobanie tego miasta? Czy była to miłość od pierwszego spojrzenia?

Paulina Dąbrowska Dorożyńska: Jestem krakowianką.  Mnóstwo miejsc ma dla mnie charakter sentymentalny związany z babciami, dziadkami, pradziadkami, prapradziadkami. Tu ktoś mieszkał, tu brał ślub, tu miał sklep… To jest miłość od urodzenia. O zawsze miałam strój krakowski, chodziłam oglądać Lajkonika i szopki, zachwycałam się ołtarzem mariackim i witrażami Wyspiańskiego, znałam wszystkie legendy. Potem przyszedł czas wędrówek po Krakowie z aparatem fotograficznym i odkrywania różnych zakamarków, a potem aparat zamieniłam na pędzel… 

Uwagę przyciągają również Pani studia krakowskich witraży wykonane temperą. Witraż jako półtransparentna granica między dwoma rzeczywistościami jest niezwykle ciekawym motywem. Co najbardziej Panią porusza w tych szklanych formach nasyconych intensywnym kolorem?

Paulina Dąbrowska Dorożyńska: W technice witrażu fascynujące jest połączenie jak gdyby dwóch technik – rysunku wykonanego ciemną linią ołowiu i malarstwa szklanymi, barwnymi plamami.  Bardzo mi się to podoba, bo zmusza do „projektowania” obrazu i dlatego dużo moich prac naśladuje witraż.

Nawiązując do serii prac, których tematem są krakowskie legendy spytam się czy Pani zdaniem tradycja opowiadania legend jest wciąż żywa? Na czym polega siła legend?

Paulina Dąbrowska Dorożyńska: Wydaje mi się, że legendy stanowią taki swoisty kod językowy łączący ludzi z jednego plemienia i sprawiający, że inaczej patrzymy na otaczający nas świat. Tak na przykład w Londynie nie wolno karmić gołębi, a w Krakowie przeciwnie, bo przecież wiadomo, że to są nasi zaklęci rycerze, więc muszą mieć swoje prawa. Niestety coraz więcej ludzi odcina się od tradycji i może się okazać, że za jakiś czas legendy krakowskie stracą ten swój niezwykły wpływ na rzeczywistość.

No images found.

rozmawiała Katarzyna Buda